Warning: Declaration of WCS_Query::get_endpoint_title($endpoint) should be compatible with WC_Query::get_endpoint_title($endpoint, $action = '') in /home/serwe163/domains/ninawojtyra.pl/public_html/wp-content/plugins/woocommerce-subscriptions/includes/class-wcs-query.php on line 104
Szkolenie Edukacja Żywieniowa w Praktyce od kuchni * Nina Wojtyra

Edukacja żywieniowa w praktyce - jak to się zaczęło

Zaczęło się od tego, że poprowadziłam zajęcia dla słuchaczy studiów podyplomowych „psychodietetyka” na SWPS zajęcia z modelowania nawyków żywieniowych dzieci w aspekcie psychologicznym. A kiedy przyszła pora na zajęcia warsztatowe, pokazałam im narzędzia do pracy z grupą – dzieci, rodziców, nauczycieli, czyli tych wszystkich, którzy mają wpływ na modelowanie nawyków żywieniowych dzieci. Innymi słowy, pokazałam im, jak w praktyce prowadzić edukację żywieniową. W wersji ultra skróconej 🙂

I wtedy posypały się pytania. Jedno za drugim. Nie nadążałam odpowiadać. 

Czy Ty też tak masz?

Nie wiem, czy Ty tez tak masz, ale ja uwielbiam szkolenia i zajęcia prowadzone przez praktyków z dużym doświadczeniem.

Niekoniecznie tych  którzy lata spędzają w instytutach na zdobywaniu kolejnych tytułów naukowych, ale właśnie tych, którzy pracują „w polu”, którzy swoją olbrzymią wiedzę merytoryczną wykorzystują w praktyce, a dzięki temu modyfikują ją, szkolą się, zdobywają kolejne doświadczenia i jeszcze się tym dzielą.

Uważam, że uczenie się od doświadczonych praktyków jest cenniejsze niż setki wykładów merytorycznych prowadzonych przez teoretyków siedzących w badaniach i kurzących się instytutach. Czasem jedno zdanie takiego specjalisty-praktyka wystarczy, by nagle ukazały Ci się zupełnie nowe możliwości, czy horyzonty. 

Myślę, że moi słuchacze na SWPS-ie tak właśnie potraktowali mnie – jako źródło wiedzy praktycznej. A kiedy zorientowali się, że chętnie podzielę się z nimi tą wiedzą i doświadczeniem, które mam – nie wahali się pytać. No i pytali. A mnie zapaliła się w głowie mała zielona lampeczka. 

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ OCZEKUJĄYCH NA 2. EDYCJĘ SZKOLENIA EDUKACJA ŻYWIENIOWA W PRAKTYCE

Edukacja bez lukru

A potem była konferencja. Studenci medycyny, zrzeszeni w IFMSA zaprosili mnie, bym opowiedziała, w zasadzie o tych samych co na SWPS-ie zagadnieniach, tyle, że w 20 minut 😉 Trudne wyzwanie. 

Moja prezentacja została odebrana bardzo ciepło, a w kuluarach odpowiadałam na kolejne pytania. I tak od słowa do słowa znowu zeszło na edukację żywieniową. 

I tu bardzo bym chciała podziękować Karolinie Bruchal-Bąk („Edukacja bez lukru”), która przyjechała wtedy na konferencję, a znała mnie wcześniej z grupy Vitaninki. To właśnie w rozmowie z nią pierwszy raz powiedziałam: „A może ja bym takie szkolenie zrobiła”? A ona powiedziała : „Tak, rób, ja przyjadę” (choć okazało się, że nie mogła być na 1 edycji, ale już zapisała się na 2-gą). A lampka w mojej głowie zaczęła świecić mniej nieśmiało. 

Etap marzyciela

A potem były wakacje. I kiedy wyjechaliśmy z rodziną na urlop, wpadłam w „szał twórczy”.

Pomysły zaczęły się sypać i nie nadążałam ich zapisywać.

Szkolenie? Co tam szkolenie, ja już miałam cały plan, jak zmienić w ogóle podejście do żywienia w Polsce, wykorzystując do tego edukację żywieniową. Co to miało nie być!

Wymyśliłam taki projekt, tak skomplikowany i tak trudny w realizacji, że przerażało mnie samo myślenie o nim. Ale w pracy twórczej taki moment, kiedy pomysły się sypią i burza w mózgu trwa – jest bardzo ważny. Etap, nazwijmy to – marzyciela 🙂 

Kiedy stworzyłam juz to monstrum ;), to tak się zmęczyłam, że odłożyłam to na później i zajęłam się odpoczywaniem wakacyjnym. Za to po powrocie do domu….

Urealnianie

Po powrocie do domu zaczęłam o tym rozmawiać z kim się dało. Opowiadałam znajomym, koleżankom, konsultowałam się z osobami, które w różnych projektach biorą udział, godziny przegadałam (przy winie, więc miło) z Patrycją Dzierkacz (Słowna, słowem w PR), konsultowałam się z Martą Krasnodębską (Hakerki Sukcesu).

Kombinowałam, myślałam, jak tą wielką machinę, którą wymyśliłam uprościć i wdrożyć i wymyśliłam, że…. Że się nie da 😉

Zaczęłam ten pomysł ciąć na kawałki:

  • co ja przez to chcę osiągnąć?
  • co jest najważniejsze?
  • co mogę zrealizować w tym roku?
  • jaki jest pierwszy krok, co zrobię dalej.

Misja po zdrowie

I teraz się wydało – tak, szkolenie „Edukacja żywieniowa w praktyce” to nie jest wszystko. To wierzchołek góry lodowej. To pierwszy krok realizacji mojej większej idei – idei „Misji po zdrowie”. 

Czym jest misja po zdrowie?

No dobra, ten artykuł będzie dłuższy niż myślałam 😉 

Zacznę od tego, że ja w edukacji żywieniowej siedzę długo. Jak tak liczyć realizację projektów na studiach, to ze 20 lat. A z dziećmi pracuję jeszcze dłużej, bo od 16 roku życia (Czuwaj!).

Żywienie dzieci zawsze było mi bliskie. Nie ukrywam, że stało mi się jeszcze bliższe, odkąd mam własne dzieci, ale to chyba naturalna kolej rzeczy. Wiele mnie zawsze wkurzało, a wkurzać zaczęło jeszcze bardziej, od kiedy mam dzieci 😉 

Wkurza mnie:

  • Czarno-białe podejście do karmienia dzieci (albo robisz A i to dobrze, albo robisz B i krzywdzisz dziecko na całe życie)
  • Układane na półkach z żywnością dla dzieci produkty składające się głównie z cukru
  • Kiepskie jedzenie w przedszkolach i żłobkach (a w szkołach, to w ogóle…)
  • Zapominanie o potrzebach matki w kontekście karmienia dziecka. Matka musi. I koniec.

Z tego wkurzenia się powstała tak naprawdę Vitanina. Postawiłam sobie za cel – edukować o żywieniu, ale bez ciśnienia, bez wbijania w poczucie winy, bo karmiłaś piersią miesiąc, nie rok; bez idealizowanego sztywnego trzymania się rekomendacji (bo raz, że w idealnym świecie nikt z nas nie żyje, a dwa, że to rekomendacje są dla nas, a nie my dla rekomendacji).

Chciałam dać mamom takim jak ja – wiedzę, ulgę, poczucie, że dają radę, że mogą i że są wspaniałymi matkami, które potrafią karmić własne dzieci. No bo potrafią przecież! 🙂

I od początku chciałam dzielić się wiedzą i doświadczeniem z innymi dietetykami.

Zanim powstała Vitanina w formie, jaką znasz – byłam szefową stowarzyszenia „Zdrowo Jemy, Zdrowo Rośniemy”.

Współpracowaliśmy wtedy z Fundacją „My pacjenci” i działaliśmy na rzecz wprowadzenia konsultacji żywieniowej do koszyka świadczeń gwarantowanych.

Nawet w sejmie byliśmy! I stąd moje zwątpienie w skuteczność jakichkolwiek działań odgórnych związanych z edukacją żywieniową dzieci i rodziców. Ja wiem, że można na Ministerstwa naciskać, ale nie wierzę że to cokolwiek zmieni.

Wiem, że można chodzić po posłach, ale nie wierzę, że to coś zmieni.

Więksi ode mnie próbowali. Mega fachowcy szykowali projekty. Budżety na to przeznaczane były ogromne. I nic.

Wierzę za to w oddolną inicjatywę. Wierzę w te tysiące zaangażowanych ludzi, którzy mają świadomość, kompetencje, warunki i siły, by coś zmieniać. Wierzę w tych, co mają wizję i misję. Bo ja sama mam wizję i misję. Wierzę w ludzi takich jak ja. 

Misja po zdrowie, to projekt, w którym za pośrednictwem edukatorów żywieniowych (nie mylić z dietetykiem) chcę dokonywać zmian. Chcę stworzyć społeczność ludzi zaangażowanych, chętnych do działania.

W moim projekcie jest miejsce dla tych, którzy chcą działać w sposób zaangażowany (edukować) i dla tych, którzy chcą nas wesprzeć (choćby manifestując, że ten temat jest dla nich ważny). 

Żeby zrealizować własną misję potrzebuję ludzi. 

Dlatego szkolę. To pierwszy etap większego projektu, do którego po szkoleniu „Edukacja żywieniowa w praktyce” od razu przystąpili pierwsi edukatorzy!

Będę z nimi dalej pracować, wspierać, dawać narzędzia, podpowiadać drogę rozwoju, bo wierzę we współpracę. Wierzę, że razem możemy więcej. Wierzę, że wspólnie możemy zmieniać świat (jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało). 

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ OCZEKUJĄYCH NA 2. EDYCJĘ SZKOLENIA EDUKACJA ŻYWIENIOWA W PRAKTYCE

No dobra, wróćmy do szkolenia

Kiedy wpadłam na to, że pierwszym krokiem będzie szkolenie – rozpisałam cały projekt. To nie było łatwe zadanie.

Uczę na swoim szkoleniu, jak budować scenariusze edukacyjne i sama z tego narzędzia korzystam, jednak wierz mi – rozpisanie scenariusza szkolenia, w którym w ciągu 2 dni chcę przekazać kilkanaście lat pracy, praktyki, wiedzy, technik, umiejętności…. No jest trudne.

Tym bardziej, że człowiek się z własnymi pomysłami zżywa i kiedy się okazuje, że za Chiny Ludowe nie przekaże wszystkiego co chce – wycinanie tych treści boli….. oj boli 😉

Stworzenie scenariusza, który zmieści się w dwa dni było najtrudniejsze 😉 Bo gdybym miała w tym szkoleniu przekazać wszystkie treści, które chciałabym przekazać – to musielibyśmy na tydzień wyjechać, zaszyć się w ośrodku szkoleniowym i w jakiejś miłej atmosferze i aurze uczyć się.

Nie wykluczam tego, bo uczestniczki mojego szkolenia żałowały, że tak szybko się rozstajemy i nawet padła propozycja „jedźmy na kolonie!”. No ale to byłoby mega duże przedsięwzięcie i myślę, że przy takim wyjeździe potrzebowałabym już współprowadzących, bo tydzień sama nie pociągnę raczej 😉 

Pierwszą osobą, której pokazałam scenariusz szkolenia była Magda Hajkiewicz z „Wiem co jem”. Spytałam: i co myślisz? A ona na to: „myślę, że gdybym miała się tym zajmować, pomyślałabym, że bez tego ani rusz!”

Po dopracowaniu scenariusza szkolenia przyszedł czas na rozpisanie strategii jego sprzedaży i promocji.

Jestem szczęśliwą posiadaczką podręcznika Marty Krasnodębskiej „Growth Hacking Framework”, który w opracowaniu tejże strategii bardzo mi pomógł. Nie wiem, czy Marta planuje go wprowadzić do stałej sprzedaży, ale zdradzę Ci w sekrecie, że prowadzi kursy online, które uczą strategii biznesu. Warto do niej zajrzeć 🙂

No to działamy!

Zarezerwowałam salę w Punkcie Pełni u Anety Dąbrowskiej, mojej koleżanki ze studiów Psychodietetyka. Miejsce bardzo szkoleniom przyjazne. Zlokalizowane w samym centrum Warszawy vis a vis hali Gwardii.

Dobry dojazd, kameralna sala, domowa atmosfera – na tym mi właśnie zależało. Polecam Punkt Pełni, jeśli chcesz realizować szkolenia lubi warsztaty 🙂 Teraz już nie pozostało nic innego, jak działać. 

Czy bałam się, że nikt się nie zapisze? Oczywiście! Kiedy zobaczyłam pierwszą wpłatę rezerwacyjną za szkolenie – skakałam z radości. A potem zrobiłam webinar o 5 błędach w prowadzeniu warsztatów edukacyjnych. Matko, co wtedy się działo! Powiadomienia o sprzedanych miejscach na sali wyskakiwały jeden po drugim! A ja dostawałam maile od rozemocjonowanych uczestników webinarów. Z podziękowaniami!

Jeszcze na samym szkoleniu „Edukacja żywieniowa w praktyce” o tym webinarze  i o tym, co im uświadomił, mówiły uczestniczki. 

Salę zapełniłam do ostatniego miejsca. Pierwsza edycja szkolenia. Żadnych rekomendacji. Nikogo, kto powiedziałby – „tak, jedź tam bo warto”. A ja już miałam pełną salę.

Dziewczyny przyjechały z Poznania, z Rybnika, ale i z Ursynowa, czy Grodziska Mazowieckiego 🙂

Wiem, że na drugą edycję wybiera się uczestniczka ze Szwecji, a zatem moje autorskie szkolenie zyska zasięg międzynarodowy 🙂 Taka premiera szkolenia – przyznasz – napawa dumą!

Kiedy już wiedziałam, że na sali będą słuchacze – pełna radości przystąpiłam do tworzenia treści szkoleniowych wg zaplanowanego wcześniej scenariusza.

To były ferie. Ferie zimowe. O których jakoś zapomniałam. A wiesz – ferie dla mnie oznaczają obecność całej mojej wesołej trójki w domu, czyli ciężko pracować.

Z pomocą przyszli moi rodzice – przygarnęli dzieci w pierwszym tygodniu ferii, a ja od rana do nocy pracowałam nad prezentacją i materiałami szkoleniowymi, tak by w drugim tygodniu odebrać dzieci i móc spędzić z nimi tydzień bez żadnej pracy.

Kto pracuje w domu z dziećmi, ten wie, że trudno to pogodzić i wypośrodkować. Ale też wie zapewne, że motywacja, żeby odblokować czas dla dzieci jest mega duża. I ja ją miałam. W 4 dni stworzyłam wszystkie treści do szkolenia. Nic innego nie robiłam, to prawda, ale kiedy skończyłam – byłam szczęśliwa. Szczęśliwa, bo gotowa na szkolenie. I szczęśliwa, bo wolna dla dzieci 🙂

W drugim tygodniu ferii jeździłam z nimi na spacery, do kina, do muzeów, graliśmy w planszówki, bawiliśmy się, oglądaliśmy razem filmy. I to był piękny dla nas czas 🙂 

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ OCZEKUJĄYCH NA 2. EDYCJĘ SZKOLENIA EDUKACJA ŻYWIENIOWA W PRAKTYCE

Szkolenie

29 lutego dotarłam do sali szkoleniowej godzinę przed czasem. Z wielką walizką, w której wiozłam dwa laptopy, certyfikaty, materiały szkoleniowe, przekąski, swoje materiały.

Chciałam wcześniej wszystko przygotować w sali i co… i d…. – kluczyk się zaciął Długo zajęło dostanie się do lokalu, a o stresie mówić pewnie nie muszę. Efekt był taki, że 10 minut po tym, jak dostałam się do środka zaczęły schodzić się uczestniczki. 

Szkolenie zaczęłyśmy od przedstawienia się i omówienia oczekiwań. Kiedy usłyszałam, że część z nich już szkoli, prowadzi wykłady na uczelniach, pracuje warsztatowo, pomyślałam „obym podołała”. Ale nie zraziłam się. Podjęłam wyzwanie i wiesz co? Podołałam! 

Pierwszy dzień szkolenia był teoretyczny, ale też praktyczny. Mówiłam o tym, jak zebrać grupę, jak wykorzystać proces zmiany w gromadzeniu chętnych, jak zaplanować warsztat, jak rozpisać scenariusz szkolenia/warsztatu, dałam konkretne narzędzia, opowiedziałam o trikach w pracy szkoleniowca, a na koniec mówiłyśmy o biznesie. 

Ta część szkolenia spełniła swoje zadanie. Dziewczyny mówiły, że dostały nowe świeże spojrzenie na edukację, że widzą swoje dotychczasowe błędy, że kilka drobnych rzeczy otworzyło im oczy na całość, cieszyły się, że rozmawiamy otwarcie…. Także o pieniądzach i otwarcie – o naszych pomysłach na czym chcemy zarabiać i ile chcemy zarabiać.

To nie jest łatwy temat szczególnie w grupach kobiecych, a już w grupach kobiecych zawodowo zajmujących się pomaganiem innym – mam wrażenie, że w ogóle. Sama wiele czasu poświęciłam, by poukładać sobie temat pieniędzy w głowie. I nie jest wcale tak, że już mam go całkowicie poukładany, nie.

Ale dzięki temu, że już tą drogę przeszłam, przestałam się sama pogrążać we własnych przekonaniach – mogę o tym otwarcie mówić i dzielić się swoim doświadczeniem. Otwartość powoduje otwartość – usłyszałam, że moje szkolenie było pierwszym, na którym były moje uczestniczki, szkoleniem prowadzonym przez żywieniowca, na którym otwarcie rozmawiałyśmy o tym, jak swoją pracę wycenić. 

Drugi dzień całkowicie przeznaczyłyśmy na ćwiczenia. W czteroosobowych grupach dziewczyny pracowały nad opisami przypadków, które dla nich przygotowałam.

Nie, nie wymyśliłam ich z głowy – opisałam rzeczywiste sytuacje, które sama przeżyłam i spotkałam w miejscach, w których prowadziłam działania edukacyjne. Prawdziwe placówki, firmy, ludzi. A uczestniczki miały zaplanować wszystko – od sposobów dotarcia do zainteresowanych, po scenariusz warsztatu i jeszcze go zaprezentować. Przećwiczyły to wszystko. Wymieniły się spostrzeżeniami, dostały feedback, podbudowały. Usłyszały, jak odbiera je sala. Takie doświadczenie są bezcenne dla osób, które szkolą innych!

Tą część szkolenia wiele uczestniczek opisało w ankietach ewaluacyjnych jako najcenniejszą. To realizowało mój cel do końca – pozwoliło nam się poznać, zintegrować, współpracować. To dlatego nie chciałam robić jednodniowego szkolenia (choć nie ukrywam byłoby to znacznie dla mnie łatwiejsze i mniej obciążające). Ale wiedziałam, że wartość pracy w grupie jest ogromna. 

Efekty

Moje uczestniczki wyszły zainspirowane. Wyszły z bałaganem w głowie, który jeszcze się układa. Wyszły z praktyczną wiedzą, Wyszły z narzędziami do pracy.

Teraz piszą, że to było najlepsze szkolenie ever, piszą że jeszcze im się w głowach wszystko układa, piszą o zmianach w swoich biznesach, piszą o tym, że poczuły, że znowu lubią to co robią. Dwa dni. Moc wiedzy. Moc inspiracji. Moc wrażeń.

Teraz z częścią z nich będziemy budować Misję po zdrowie!

Ty też tak chcesz? Chcesz się ze mną uczyć i tworzyć wspierającą się społeczność edukatorów żywieniowych (nie mylić z dietetykiem 😉 )? To zapraszam Cię tutaj. Zapisz się na listę oczekujących na drugą edycję szkolenia: www.ninawojtyra.pl/edukacja

Ps. Za zdjęcia serdecznie dziękuję mojemu nieocenionemu przyjacielowi i świetnemu fotografowi, Łukaszowi Echeńskiemu. www.echenski.pl

Nina Wojtyra, dietetyk dla dzieci

Nina Wojtyra

Dziękuję, że przeczytałaś!

Jestem dietetyczką, psychodietetyczką, edukatorką żywieniową.

Pomagam mamom małych dzieci pokonać trudności z żywieniem ich pociech. Koniecznie dołącz do mojej grupy na facebooku i odwiedź moje pozostałe miejsca w sieci 🙂 Bądźmy w kontakcie!

Napracowałam się nad postem dla Ciebie. Teraz Ty zrób coś dla mnie i innych mam, które borykają się z problemem podobnym do Twojego i udostępnij ten post!

 

Dzięki! 🙂

 

Privacy Policy Settings