Sekret dietetyki

Pozwól, że zdradzę ci wielki sekret dietetyki. Otóż nie o to chodzi, żeby jeść. Chodzi o to, żeby się odżywiać. I my, dietetycy, mamy takie swoje małe triki, które powodują, że podnosimy jakość żywienia małymi, z pozoru nic nie znaczącymi działaniami. A to poprosimy, żebyś do sałatki dodała pestki dyni, a to polecimy dosypać jakiejś przyprawy, a to wymyślimy, żeby mielić skorupki jaj.

W dietetyce nie chodzi o to, żeby wywrócić twoje życie do góry nogami i by do twojego zakupowego koszyka trafiały produkty, których nazwy nawet nie do końca umiesz wymówić, a ich cena przerastała nawet cenę masła. Nie! Chodzi o to, by pomóc osobom zdrowym, ale także z różnymi zdrowotnymi problemami, dobrze się odżywiać. Mimo trudności. 

Czy można czerpać energię ze słońca?

Co to znaczy „dobrze się odżywiać”? Podobno są ludzie, którzy potrafią czerpać energię ze słońca, czyli nie jeść i nie pić miesiącami. Jednak zdecydowana większość z nas (zaryzykuję, że nawet ci, co żyją słońcem, ziemią i miłością) nie potrafi sama wytwarzać energii i potrzebuje jej z zewnątrz.

Energii dostarcza nam jedzenie. Konkretniej – energii dostarczają białka, tłuszcze i węglowodany. Proporcje między nimi są ważne i o tym pisałam w artykule o bilansowaniu diety, który przeczytasz tutaj.

Wydawałoby się, że to tyle. Ale nie! To byłoby zbyt proste. Na przykład potrzebujemy wody, mimo że nie dostarcza energii. Potrzebujemy też witamin i minerałów, mimo że nie dostarczają kalorii. Te wszystkie składniki diety odżywiają organizm człowieka. Sprawiają, że funkcjonuje on w równowadze. Krążąca w organizmie krew dostarcza substancji odżywczych i tlenu organom. Układ nerwowy kontroluje i reaguje na bodźce. Układ hormonalny reguluje funkcje życiowe, ale też emocje, samopoczucie czy temperaturę ciała.

 Dopóki organizm funkcjonuje w równowadze (biologicznie: homeostazie), wszystko jest w porządku. Kłopot zaczyna się, gdy ta równowaga zostanie zachwiana. Na przykład energia nie będzie dostarczona na czas. Wtedy organizm wdraża plan B i ze zgromadzonych w ciele zapasów energetycznych zaczyna uruchamiać jej tyle, by móc funkcjonować. Albo, dajmy na to, nie zostanie dostarczony wapń. Wtedy organizm sięgnie do swoich zapasów, by zapewnić właściwą pracę choćby układowi nerwowemu. Tyle że to wiąże się z pewnym kosztem.

WYPRÓBUJ GENERATOR JADŁOSPISÓW

Urozmaicona i smaczna dieta dla Twojego małego alergika!

I tu dochodzimy do odmarzniętych stóp

Czy doświadczyłaś kiedykolwiek, że podczas wycieczki w góry strasznie zmarzły ci stopy? Na pewno tak, jeśli wybrałaś nieodpowiednie buty. Być może pamiętasz, jakie to uczucie. Palce stóp są tak zimne, że często ich w ogóle nie czujesz. Musisz dobrze rozgrzać to miejsce, by znowu poczuć, że krąży w nim krew.

Cóż, gdybyś została w górach dłużej, być może doznałabyś odmrożenia, a w skrajnym przypadku nawet utraty stopy. To właśnie przykład zachwianej równowagi: wyziębiony organizm uruchamia wszelkie zasoby, by dogrzać te rejony ciała, które są niezbędne do przeżycia. Krew kierowana jest do centrum i głowy, ale ręce i nogi… No cóż, bez nich przeżyjesz. To może być cena twojego przeżycia.

Tak samo jest z odżywianiem. Jeśli nie dostarczysz jakiegoś składnika – organizm sobie poradzi i uruchomi rezerwy. Jeżeli to będzie chwilowe, to wszystko wróci do równowagi, tak jak wtedy, gdy udało ci się ogrzać zmarznięte stopy. Ale jeśli taki stan potrwa wystarczająco długo… Wtedy cena za utratę równowagi będzie wyższa. Może odwapnienie kości? Może utrata masy mięśniowej? Może zachwiana równowaga hormonalna? Jedno jest pewne – to już prosta droga do choroby.  

Jak zatem widzisz, to nie do końca o to chodzi, by twoje dziecko zjadło i nie było głodne. Chodzi o to, by zjadło i było dobrze odżywione. By jego organizm trwał w równowadze.

A Ty? Karmisz swoje dziecko, czy je odżywiasz?

https://www.ninawojtyra.pl/czym-rozni-sie-dieta-doroslego-diety-dziecka/No i teraz zadaj sobie sama pytanie:

„Czy produkty, które je moje dziecko, służą jego zdrowiu?”

Naprawdę nie trzeba być żywieniowcem, żeby to wiedzieć. Zapewne sama doskonale potrafisz ocenić, czy to, co ląduje na talerzu twojego dziecka, będzie je odżywiało, czy jedynie gasiło jego głód.

Niech to pytanie zostanie z tobą na dłużej. Zadawaj je sobie za każdym razem, wkładając do koszyka sklepowego jakiś produkt. Zdziwisz się, jak kierowanie się tym jednym pytaniem zmieni twoje wybory w sklepie.

Jeśli odpowiedziałaś: „Tak, to co je moje dziecko służy jego zdrowiu”, to doskonale! Ale jeśli nie, to zadaj sobie kolejne pytanie:

„Kto w moim domu decyduje o tym, co je moje dziecko?”

Z pozoru to jest proste pytanie, ale jak się nad tym zastanowisz, to być może odpowiesz, że… ono. No bo maluch nie chce jeść tego, co mu dajesz. Bo od rana krzyczy, że zje tylko płatki z mlekiem, więc to właśnie dostaje. Bo je trzy potrawy na krzyż i ostatecznie to pod jego gusta gotujesz.

Tylko wiesz, podstawowa zasada żywienia dzieci jest taka, że to rodzic decyduje o tym, co dziecko dostanie do jedzenia. A dziecko może zdecydować, co z tej oferty wybrać.

Oczywiście wiem, że to się bardzo łatwo mówi (i pisze!), a trudniej jest to zrealizować. Dlatego jeśli właśnie sobie uświadomiłaś, że twoje dziecko nie je produktów, które mu służą, i w dodatku to nie do końca ty decydujesz o tym, co ono je, to prawdopodobnie potrzebujesz pomocy. W takim przypadku – zapraszam cię na konsultację.

Zobacz, jak wygląda współpraca ze mną

Przejdź na stronę, z której dowiesz się, jak skorzystać z konsultacji 1:1

Nina Wojtyra, dietetyk dla dzieci

Nina Wojtyra

Dziękuję, że przeczytałaś!

Jestem dietetyczką, psychodietetyczką, edukatorką żywieniową.

Pomagam mamom małych dzieci pokonać trudności z żywieniem ich pociech. Koniecznie dołącz do mojej grupy na facebooku i odwiedź moje pozostałe miejsca w sieci 🙂 Bądźmy w kontakcie!

Napracowałam się nad postem dla Ciebie. Teraz Ty zrób coś dla mnie i innych mam, które borykają się z problemem podobnym do Twojego i udostępnij ten post!

 

Dzięki! 🙂

 

Privacy Policy Settings