Na moim fanpage’u spytałam, dlaczego dzieci nie chcą jeść. Padło wieeeele odpowiedzi. Dzisiaj przedstawiam Ci powody, które z własnego życia przytoczyli rodzice małych dzieci, i pomagam znaleźć na nie złoty środek. Nie obiecuję Ci, że wszystko to zadziała jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale myślę, że znajdziesz tu sporo inspiracji 🙂

POWÓD 1:

„Ja nie jadlam, bo nie bylam glodna, bardzo malo mi bylo trzeba zeby sie najeść.”

„Bo nie jestem głodny- to najczęstsza odpowiedź mojego 4- letniego syna”.

Każdy dietetyk, każdy psychodietetyk i w ogóle każdy żywieniowiec Ci to powie – jedzenie wtedy, kiedy jesteśmy głodni, i zaprzestawanie posiłku wraz z nasyceniem głodu, to bardzo, bardzo dobry nawyk 🙂 Jeśli Twoje dziecko potrafi odczuć, nazwać i zauważyć ten sygnał z ciała, to bądź z niego dumna! Nie każdy dorosły potrafi powiedzieć: „Dziękuję, nie jestem głodny/a”. Przeciwnie, często na imieninach, w czasie świąt czy przy okazji innych okoliczności dorośli jedzą, mimo że nie czują głodu. Jedzą, bo uważają, że powinni, bo taki jest zwyczaj, bo jest jedzenie, bo ktoś tego oczekuje, bo komuś będzie przykro… Czy chciałabyś, żeby Twoje dziecko jadło z takich właśnie powodów? No, ja nie.

Jeśli jednak Twoje dziecko mówi, że nie jest głodne, a Ciebie to martwi, to przyjrzyj się tej sytuacji bliżej. Być może, tak jak autorka pierwszego komentarza, potrzebuje jeść mniejsze porcje? Być może w jego jadłospisie jest po prostu za dużo posiłków? A może pije dużo soków albo je sporo słodyczy? Zachęcam Cię do sprawdzenia:

  1. Ile posiłków w ciągu dnia je Twoje dziecko?
  2. Czy podjada między posiłkami i jak często?
  3. Co podajesz mu do picia, jak często i ile to ma kalorii?
  4. Co jest ulubioną przekąską Twojego dziecka?
  5. Jaki skład mają produkty, które dla niego wybierasz?
  6. Czy Twoje dziecko ma niedowagę? A może jest w normie lub ma nadwagę?

Kiedy będziesz znała te fakty, spróbuj wyciągnąć z nich wnioski. Z jakich powodów Twoje dziecko nie czuje głodu? Co Cię w tym martwi? Czy myślisz, że coś trzeba zmienić?

POWÓD 2:

„Bo nie jest różowe – znajome mi dziecko próbuje zmienić się w jednorożca i można to uzyskać widocznie tylko poprzez szamanie posiłków w określonym kolorze”

No cóż. Kiedy ktoś ma wielki cel przed sobą i obmyślił sposób jego realizacji, to trudno z tym polemizować. Fantazja to jeden z największych darów dzieciństwa. Po co z nią walczyć? Tym bardziej że ten cel możesz wykorzystać, by wzbudzić w dziecku chęć do spróbowania innych rzeczy. Jak? Mam bajecznie prostą odpowiedź – spróbuj opowiedzieć bajkę! Bajkę, w której bohaterem będzie rzeczony jednorożec. A właściwie konik, który bardzo chciał się stać jednorożcem. Niech ten konik całkiem przypadkowo ma cechy Twojej pociechy. Niech ma rodzeństwo, takie jak Twoje dziecko, ulubioną zabawkę, taką jak ono, i charakter przypominający Twojego smyka. Niech konik marzy o zostaniu jednorożcem i niech będzie przekonany, że tylko różowe pączki mu w tym pomogą. I niech spotka na swojej drodze Mistrza. Wielkiego, tęczowego jednorożca, który zdradzi mu wielki sekret – jedzenie różowych rzeczy nie wystarczy. Aby stać się jednorożcem dobrze jest zjadać… No właśnie: co? Sałatki? Surówki? Brokuły? Może z jakiegoś specjalnego miejsca? A może trzeba wypowiedzieć zaklęcie? A może trzeba je samemu wychodować? Hmm? Daj się ponieść fantazji. Opowiedz bajkę i… zaczekaj. Cierpliwie zaczekaj na efekty! 🙂

POWÓD 3:

„Ale ja nie lubię (a nigdy nie spróbował)”

„Nie lubi- a nigdy w ustach nigdy nie miał.”

Przyznam Ci się do czegoś skrycie. Nigdy w życiu nie lubiłam flaków. Ale nigdy ich też nie jadłam. Naprawdę! Wystarczy, że spojrzę, żeby wiedzieć, że nie lubię. Bo wygląd, bo zapach, bo wyobrażenie, jak to będzie mieć je w ustach, no i sama nazwa… Cóż, nie zachęcają. I naprawdę, argument: „Skąd wiesz, skoro nigdy nie jadłaś” zupełnie na mnie nie działa.

Czy na rodzinnych imprezach zawsze wszystkiego próbujesz? A jeśli nie, to czy jeśli usłyszysz: „Spróbuj, kochanie, tej sałatki, jeszcze jej nie jadłaś, a jest przepyszna”, nagle nabierzesz na nią ochoty? Jeśli tak, to super, ale jeśli nie, to zapewne chciałabyś, by Twoja odmowa była uszanowana, a nie spowodowała kolejne namowy, prawda?

Podobnie jest z dziećmi. Możesz jednak zamienić argumentowanie, dlaczego to bez sensu, że nie lubi, mimo że nie próbował, na coś bardziej przyjaznego dziecku. Za przykład niech posłuży niedawna scenka z mojego domu:

Osoby dramatu: 

T= tata

M= mama

C= córka.

Okoliczności:

Pora obiadu. Na stole krupnik. Rodzice przy stole. Dziecko się krzywi:

C: Głodna jestem!

T: Zupa stoi na stole

C: Bleee! Nie lubię takiej! Głodna jestem!

T: Jeśli jesteś głodna, to jest zupa.

C: Nie lubię!

T: Jeszcze jej nawet nie spróbowałaś.

Rodzice siedzą i jedzą, dziewczynka włazi pod koc i nie chce wyjść. Chwila ciszy.

M: Jadłaś już kiedyś krupnik i Ci nie smakował…

Rodzice patrzą na córkę, która nie wykazuje żadnej reakcji.

M: I teraz myślisz, ze każdy krupnik jest niedobry, tak?

Cisza. Rodzice zrezygnowani patrzą po sobie. Lekkie wzruszenie ramionami. Po chwili córka spod koca: Spróbuję trochę tej zupy!

Rodzice niemalże chórem: Zapraszamy! 🙂

Mała siada przy stole. Próbuje łyżkę, drugą.

M: I co, jak oceniasz ten krupnik?

C: Średnio!

Co się tu zadziało? Zamiast negować odczucia dziecka, potwierdziłam to, co sama powiedziała (dodatkowego smaczku nadaje fakt, że krupnik, zwany w naszym domu „kaszową”, jest jej ulubioną zupą). Powiedziałam: „Jadłaś już kiedyś krupnik i Ci nie smakował”. Potwierdziłam, że tak mogło być, wykazałam zrozumienie dla sytuacji. I zapytałam: „Czy myślisz, że każdy krupnik jest niedobry?”. Nie musiałam mówić nic więcej, by główka mojej 5-latki zatrybiła i chociaż nic mi nie odpowiedziała i pozornie w ogóle nie zwróciła uwagi na to, co mówię, zjadła cały talerz zupy 🙂 Spróbuj i Ty!

POWÓD 4:

„Nie, bo to jest zielone!”

„Nie, bo tam są warzywa!”

„Nie bo tam jest cebula, tłumaczenie że jej nie ma nie pomaga pomaga….ale sos do spaghetti naszpikowany cebulą, albo calzone zje”

Wspomniana już dzisiaj bajka może zdziałać cuda także tutaj. Osobiście znam tatę, który nie tylko przekonał swojego syna do jedzenia fasolki szparagowej, opowiadając mu bajkę o tym, jak rzeczona fasolka stanowiła źródło siły jego ulubionego bajkowego bohatera, ale jeszcze spowodował, że pół grupy w przedszkolu także zaczęło jeść tę fasolkę! Opowiadaj, oswajaj, nie naciskaj. Możesz też spróbować porozmawiać z dzieckiem dokładnie tak, jak ja z moją córką o krupniku. 

Sama zadaj sobie kilka pytań:

  1. Czy Twoje dziecko faktycznie nie je nic zielonego, czy też nie je np. zielonych warzyw, ale zielony sok wypije z chęcią?
  2. Czy nie lubi wszystkich warzyw, czy tylko niektórych?
  3. Czy ma okazje oswoić się z nielubianymi produktami? Możecie je wspólnie wyhodować, zrobić sałatkę, warzywne muffinki, koktajl warzywny itp.

I wskazówka na koniec: Pamiętaj, że dla dziecka ogórek pokrojony w plasterki i ogórek pokrojony w słupki, to dwa różne warzywa. A pomidor i sos pomidorowy, to już w ogóle nie mają ze sobą nic wspólnego (zresztą jak poczytasz składy gotowych sosów, to niechybnie też dojdziesz do tego wniosku 😉 ).

POWÓD 5:

„Nie, bo boję się spróbować!”

Kiedy pojawia się lęk, to nie możemy tego bagatelizować. Czy chodzi o zły sen, czyhającego pod łóżkiem potwora, czy jedzenie. Lęk to lęk i naturalną ludzką reakcją jest unikanie tego, co ten lęk wyzwala.

Nie bez powodu wspomniałam o potworach. Moja najstarsza córka miała okres, w którym bała się potworów grasujących w ich pokoju. Codziennie wieczorem wykonywaliśmy z mężem inscenizację pod tytułem: „Wyrzucanie potworów przez okno”. Aż pewnego dnia zrobiliśmy inaczej – posadziłam malutkiego potworka na swojej dłoni i powiedziałam: „Zobacz, on po prostu chce się z Tobą zaprzyjaźnić”. Skutkiem tego było, że wyimaginowana banda kolorowych potworków razem z papugą jeździła z nami wszędzie samochodem 😉 Musieliśmy zawsze o nich pamiętać. Kilka razy zdarzyło je się zostawić, wtedy goniły samochód 😉

Wracając do lęku przed jedzeniem… Neofobia, bo tak się on nazywa, dotyczy większości dzieci między 2. a 6. rokiem życia i jest okresem fizjologicznym. Możesz pomóc przejść przez nią dziecku poprzez: oswajanie z produktami, ciągłe ich proponowanie i opowiadanie bajek. Polecam Ci te trzy metody. A przy okazji trzy dodatkowe: cierpliwość, empatię i zrozumienie.

POWÓD 6:

„Moja córka tłumaczy tak: mamo ja naprawdę lubię pomidory, kiedyś w przedszkolu nawet jeden plasterek polizałam ale po prostu nie chcę ich jeść. Dotyczy to niemal każdego warzywa i owocu. A najlepiej żebym dała jej spokój i zrobiła kanapki z serem i serek w rulonik obok, bo bez rulonika przed kanapką kanapka jej nie smakuje.”

Zawsze pamiętaj, że to Ty decydujesz, co dać dziecku do jedzenia, a dziecko, co z tej oferty wybierze. Owszem, dziecko może liczyć, że zamiast pomidora, którego jeść nie chce (i tak pięknie uzasadniło, że zrobiło wszystko, co w jego mocy, by go polubić, ale się nie udało), dostanie ulubioną roladkę z sera, Pytanie jednak, co Ty z tym zrobisz. Czy dla świętego spokoju zgodzisz się, czy konsekwentnie zostaniesz przy tym, co już przygotowałaś? Tu nie ma złej odpowiedzi. Ważne natomiast, żebyś zawsze zaznaczała, że to Twoja decyzja. Nie dla świętego spokoju. A tak przy okazji: próbowałaś zawinąć w plasterek sera kawałek czerwonej papryki? Pycha!

POWÓD 7:

„Nie mam siły jeść”.

No tak. Z mojego doświadczenia wynika, że siła nagle wraca, kiedy:

  1. Mama weźmie łyżkę i nakarmi swoją pociechę
  2. Na stole pojawią się ciasteczka 😉

Co w takiej sytuacji? No cóż, ciężko walczyć ze zmęczeniem… „Rozumiem. Jeśli jesteś taka/i zmęczona/y, to leć, przebierz się w piżamkę. Zaraz przyjdę Ci poczytać przed snem”. Nie gwarantuję, że zje obiad, ale siły witalne wrócą na bank 😉

POWÓD 8:

„Nie bo brzydko wygląda”

„Nie, bo źle poukładane na talerzu”

O tak! Dzieci, to wielcy esteci. Kolor, forma, ułożenie, talerz, kubeczek, widelec… To wszystko ma znaczenie. Ale czy przypadkiem z nami nie jest podobnie? Nawet mówi się, że ktoś „je oczami”. Pierwsza faza jedzenia, „głowowa”, rozpoczyna się wtedy, kiedy widzimy coś albo czujemy zapach czegoś, co wywołuje apetyt. Wtedy zaczyna wydzielać się ślina. W zasadzie to nawet nie musimy widzieć ani czuć. Chcesz dowód? To zamknij oczy i wyobraź sobie wielką, soczystą, złotą, cytrynę. Cytrynę, która jest bardzo soczysta, spływa sokiem do oranżady. Jest orzeźwiająca i lekko kwaśna. Czy coś się z Tobą zadziało? 🙂

Pozwól dziecku na odrobinę ekstrawagancji w jedzeniu. Wiesz, jak ja przekonałam swoje maluchy do jedzenia makaronów z sosem? Nakładałam im makaron do jednej miseczki i sos do drugiej. Mogły sobie zmieszać albo zjeść oddzielnie, albo wybrać tylko jedno.

Pamiętaj, że dziewczynki zwracają ogromną uwagę na kolory. Dbaj, żeby posiłki dla nich były kolorowe – niech zawierają 3 kontrastowe barwy. Chłopcy większą uwagę zwrócą na formę podania posiłku, np. chrupiący będzie dla nich bardzo fajny 🙂 Pozwól dzieciom na samodzielność. Jeśli nie podoba im się zaproponowane przez Ciebie ułożenie na talerzu, może rozwiązaniem będzie podanie posiłku w formie szwedzkiego stołu i pozwolenie im na ułożenie sobie na talerzu tego, co lubią i jak lubią? U mnie w domu taka „wystawka” jest ulubioną formą posiłku. I choć czasem mnie dziwi, jak na jednej kanapce może wylądować i miód, i dżem, i polędwica, i pomidor, i kawałek jabłka… to cóż – pozwalam eksperymentować 🙂

W tym wpisie przedstawiłam Ci 8 najczęściej przytaczanych przez rodziców powodów, dla których dzieci nie chcą jeść, i sposoby na poradzenie sobie z nimi. Jeśli wpis Ci się podoba – udostępnij go, proszę 🙂 A jeśli chcesz wiedzieć więcej, to pobierz bezpłatny e-book „Sposób na niejadka”, który dla Ciebie przygotowałam 🙂 Szykuję także bezpłatne wydarzenie dla mam dzieci, które nie bardzo chcą jeść. Pobierając e-book, automatycznie zapisujesz się na listę osób zainteresowanych tym wydarzeniem i żadne informacje na jego temat Cię nie ominą!

 

POBIERZ E-BOOK "Sposób na niejadka"

Nina Wojtyra, dietetyk dla dzieci

Nina Wojtyra

Jeśli podobał Ci się mój tekst - udpostępnij go proszę.

Polub mój profil na Facebooku

Privacy Policy Settings